bogowie są wśród nas, kresowy pamiętnik, notatki z dwóch światów
RSS
piątek, 10 sierpnia 2018
Kolos, studnia i krokodyle

Śniłam tak jak to ciągle mi się zdarza ostatnio - poziom 6. Wspólna sypialnia domu dusz, gromadząca ponoć (wg JB) wszystkie żyjące aspekty mojej duszy. Wśród jakichś kobiet nieznanych mi, w różnym wieku, siedzących w kucki w miejscu sali, gdzie nie ma łóżek, Jolka. Przysiadam się do nich, zapalam długiego papierosa, który wygląda jak kadzidło i wciągam dym, jakoś słabo się tli, w końcu oddaję go Jolce, jako bardziej wprawnej w paleniu. Kładę jej głowę na kolanach, zerkam z dołu na jej twarz, czy ją czas zmienił. Widzę tylko fragmenty twarzy, nigdy wprost, ale rozróżniam, że nie ma makijażu, jest trochę smutna, spoważniała, przestała być krzykliwa i bezczelna. Wstaję i mówię o niej do znajomego: Ona była kiedyś istną Gwiazdą... Jaką gwiazdą? – dopytuje ten, ale nie składa się odpowiedzieć. Tłumaczę tylko, że zachowywała się po gwiazdorsku. Odsuwam się od dziewczyn, teraz idę w kierunku jego miejsca spania po prawej stronie. Zdejmuję po drodze spodnie, ale zasłania mnie długa koszula, a nawet dwie. Siadam na jego łóżku, on przy mnie. Ot, przyjacielska bliskość. Łóżko jest wąskie pojedyncze, ja też takie mam. Z tym, że jego jest nieco szersze od mojego i chwilę rozważam pomysł, aby z nim spać. Ale rezygnuję. Skądś znam tego młodego człowieka – zastanawiam się. Jest dość niespotykanym mężczyzną, jeśli tak go polubiłam. Z boku stoi grubas w wieku odpowiednim, w czarnej połyskliwej koszuli opiętej ciasno na wystającym tłustym brzuchu, pewnie chciałby do mnie zagadać, ale obecność młodego go peszy. Tylko patrzy. Sypialnia była dużą salą z łukowatym sklepieniem, coś zaczęło klekotać w ścianie i pojawiła się grupka “klekarzy”, by znaleźć źródło awarii instalacji, nie wiem czy elektrycznej, czy innej. Zaczęli wycinać dziurę w gipsokartonowej białej płycie (po środku ekranu w kierunku na prawo). Najpierw niewielką, potem coraz większą. W końcu odkryli duże łukowate przejście w czerwonej ceglanej jakby zamkowej ścianie. I sobie poszli. Zajrzałam tam z moim młodym znajomym i ogarnęło mnie zdumienie. Przejście otwierało wlot do ogromnej otchłannej studni, w której sterczał kolosalny czarny mężczyzna, wystawała tylko jego czarna głowa ze świecącymi jasno/biało oczami bez źrenic. Patrzył na nas.

Po obudzeniu się przyszło mi do głowy, że młodym znajomym był PZ. Co ciekawe oboje mamy tzw. miskę, specyficzny i dość rzadki układ planet w horoskopach urodzin, co daje mocne zafiksowanie na swoim wewnętrznym świecie. Wyraz klekarze skojarzył mi się już we śnie z klekotem i bocianami. Zawiera w sobie słowo: lekarz. K-lekarz. Specjaliści od (zwiastowania) narodzin nowej świadomości wykraczającej poza strefę 1-5? (czerwone ceglane wejście to brama 5/6 wiodąca przez karmę). Ów kolos, jak wcale nie cień nie przestraszył nas, był to ktoś budzący szok, podziw, potężny, kto samodzielnie przebrnął przez otchłań i zaczął się wspinać strumieniem wstępującym. Pewnie dobrze, że Jolka przestała gwiazdorzyć, bo potrzeba skromności, aby go zintegrować.

Ważny poniekąd jest symbol studni, który od dawna mi się śni. Dotyczy strefy 1-5, karmicznej. Niedawno miałam mały dom zbudowany w obrębie cembrowiny studziennej wystającej nad ziemią (kwadratura koła), wnętrze jednak było prostopadłościenne, pokój i łazienka. W lewym górnym rogu ściany była szpara, wykruszona przez wiatr wiejący z zewnątrz (szczelina i duch święty).

Dzisiaj jechałam autobusem do Zakopanego, miałam bilet, ale nie siedziałam na wyznaczonym miejscu, jeden niesforny dzieciak będący pod opieką kierowcy został podczas swojej bieganiny uszkodzony złośliwie dość trwale i skutecznie przez zielonkawożółte krokodyle.

10:10, transwizje
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lipca 2018
Lew

Na poziomie 6 (uliczka na przedmieściu, domki jednorodzinne, wynajmowane pod różne instytucje wspólne) decyduję się zdawać drugi raz maturę. Nie dlatego, że nie zdałam pierwszej, ale chcę to powtórzyć. Odnajduję i wchodzę do jednego z takich domków z cegły i z detalami o niebieskim odcieniu. W sali kilka osób. Przechodzę z 4 klasy do 6. A może muszę zaliczyć 4 z sześciu przedmiotów. Przedtem jeszcze dokarmiam swoje stadko kurcząt w jednym pomieszczeniu w bloku (podobnym do warszawskiego. gdzie mieszkałam), do którego przychodzi się z holu. Pomieszczenie okazuje się jeździć wraz z windą, tzn. jest osobne, ja tam wchodzę, karmię kury, po czym po wyjściu i zamknięciu drzwi nadjeżdża z góry w ich miejsce winda, wysiadają i wsiadają ludzie. Ktoś z boku po prawej pyta, po co to robię. Dziwię się, że można nie rozumieć kwestii zdrowej żywności, nie chce mi się tłumaczyć. Po egzaminie, który poszedł tak sprawnie i łatwo, że go nie zapamiętałam, dostaję od kogoś (to jakby nauczyciel) skrypt z tekstem po białorusku pisanym łacińskim alfabetem z "krzaczkami", traktujący o pojawieniu się Boga i … (zapomniałam imię) na swoim Awatarze, który nosi miano Lwa. Tak jak stoi w proroctwie o zwycięskim Lwie Judy. Tu zdecydowałam się wnieść coś od siebie i dopisuję ołówkiem u góry piktogram znaku Lwa. Rysunek się zwęża, jakby papier miał inne właściwości, przestrzenne. Okrągła linia sprawia potem wrażenie wąskiej kreski, lekko rozgałęzionej u dołu.

10:12, transwizje
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 lipca 2018
Relacja z duszą

Na grupie padł temat śnienia. Relacja z własną duszą, czy też siła relacji z własną duszą. Przedwczoraj wyśniłam odpowiedź, na dzień przed przeczytaniem wiadomości.

Ze snu pamiętam, że z rogu na rynku w starej rodzinnej miejscowości, patrzyłam z dołu Ekranu śnienia w górę na lewo w stronę niegdysiejszego sklepu tekstylnego GS. Wszystko w miasteczku było odnowione i wystylizowane, stare odrapane cegły i szary beton zmienione na ładne, połyskujące bielą elewacje z wyglądających jak wapienne kostek [lodowe kamienie Muru], także pobliskie kamieniczki. Osobne dotąd budynki tworzyły jakby litą stylistycznie całość. Pokazywałam komuś piętro dawnego sklepu.
- Tam był kiedyś dworzec. Przyjeżdżająca tu młodzież musiała jeszcze dojść Aleją 900-lecia do przejazdu, gdzie była szkoła. Później zrobiono na odwrót. Szkoła była tutaj na piętrze, a młodzież wysiadała na stacji przy przejeździe i Aleją przychodziła tutaj. 
[Dwa nurty zstępujący i wstępujący w kierunku granicy i z kierunku granicy 8/9].
Teraz nie było i tego i tego. Została pusta sala. Zwiedzaliśmy ją. Miała poboczne komnaty, w których ktoś “urzędował”, jakiś cieć, absolwent dawniejszej szkoły z tego budynku i jego uczeń, całkiem młodzi (mieli w swoich strojach elementy czerwieni i żółci). Nie odkryłam co tu naprawdę jeszcze robią. Za to znalazłam obok ich pakamery, w drugiej komnacie rzeźbę kamienną. Był to szary kamienny posąg leżącej nagiej dziewczyny z uwydatnionym omszałym sromem, skąd ciurkała woda strumienia i spływała korytem. Któryś z cieciów (chyba ambitny uczeń) koniecznie usiłował ją spenetrować i próbował zgwałcić jej kamienne ciało, ale w końcu odpadł od niej rozczarowany. Nie miała wewnątrz odpowiedniego “przejścia dla jego członka”. Uznał, że to atrapa. Ja wiedziałam, że to potrafię. Czułam ją jak najbliższą siostrę, drugą połówkę, ukrytą w posągu i ożywającą za moim dotknięciem, tylko wobec mnie.
Obudziło mnie odczucie wzruszenia, wyłączności i ogromnej intymności relacji.

10:49, transwizje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 czerwca 2018
Politycznie

7.VI we śnie byłam w Korei Północnej, jako mężczyzna, przechadzałam się z drugim, udając zwykłą rozmowę, a była to coś jak randka. Mieliśmy sekrety tylko wobec siebie. Przechodziliśmy z miejsca na miejsce, z mieszkania do mieszkania, z korytarza na ulicę, z ulicy gdzieś indziej, wszędzie byli ludzie, mieszkali, pracowali, zajęci swoimi sprawami. Staraliśmy się nie budzić podejrzeń. Pojawiając się i szybko znikając. Pamiętam robota z czerwonym zapalającym się na dotyk światełkiem zamiast serca, wykonywał kilka opracowanych miłych ugrzecznionych gestów i uśmiechów w zgodzie z propagandą kraju.

Kilka dni później prezydent Trump spotkał się w Singapurze z dyktatorem Korei Północnej.

11:11, transwizje
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2018
Niemo

Drzemka popołudniowa: w ciasnym mieszkanku po prawej na tapczanie moja matka (leży? albo przysiadła), w głębi powyżej przy drzwiach siedzi Bzoma, ja w lewym dolnym rogu w kąciku przy kredensie czytam w milczeniu jakiś tekst na długim wąskim papierze. Jestem dużo młodsza, jakby w różowo-pomarańczowym ubraniu, przypominającym piżamę, czuję siebie inaczej, niż na jawie. Sprowokowany moim milczeniem JB wstał ze swojego fotela i podszedł do mnie. Mówiąc – jak pomyślałam – o rzeczy, którą pisze ostatnio.

  • Co to będzie? – pytam.

  • Wszystko tam jest. Zwroty akcji, skryte zbrodnie, śledztwa, przypuszczenia, zagadki...

  • Czyli piszesz powieść? Na bazie snów?

Nie odpowiedział wprost. Tylko wyrzekł jedno słowo.

  • “Niemowa”.

  • To tytuł powieści?

Patrząc mi prosto w oczy powtórzył tylko:

  • “Niemowa” – a ja wpadłam w pewną konsternację.

  • Powiedzmy, że rozumiem, o co ci chodzi – odpowiedziałam wreszcie, wzruszając ramionami. Jeśli nie chce nic więcej zdradzić, niechaj mu będzie.

08:52, transwizje
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 czerwca 2018
Z rzeki czasu

Siedzimy przy kwadratowym stoliczku w miejscu na powietrzu, na zielonej trawie łączki, przy brzegu wąskiej rzeki. Nagle z prawa na lewo przelatują nad nami bardzo nisko dwa samoloty, dziwne z wyglądu. Niewielkie, obłe i podłużne z maleńkimi skrzydłami, wyglądają raczej na bolidy. Lądują gdzieś daleko po lewej, za krzaczorami. Za nimi ciągnie ich więcej, większych, jak jakiś wojskowy desant. A my tu sobie pierdu pierdu... jak co dzień! Z wody rzeki (płynącej z lewa na prawo) zaczynają wynurzać się głowy jakichś potworów prehistorycznych, wśród nich głowa plezjozaura. Pada skądś (z prawego dołu Ekranu snu) natychmiastowy morderczy strzał, potem drugi, potwory giną, ale nie wiadomo, co jeszcze woda rzeki przyniesie... Mam wrażenie, że to jakieś przypomnienia z innych moich żyć, gdy wraz z towarzyszami eksplorowaliśmy pierwotne światy na Ziemi. Ale teraz tutaj przecież jest cicho i spokojnie... prawda?

08:45, transwizje
Link
poniedziałek, 28 maja 2018
Latająca mandala

Odwiedziłam pewną smutną delikatną dziewczynę, identyfikującą się z gwiezdnymi i wśród nich poznaną. Było to po kilku latach od pierwszego spotkania gwiezdnych, w jakim przypadkiem uczestniczyłam. Przyjęła mnie u siebie, w towarzystwie Karola, równie smętnego, ale na swój sposób. Oboje byli spragnieni miłości i wzajemności, a nie potrafili znaleźć sobie pary. Spędziłam z nimi trochę czasu, ot, dając im trochę radości bez przywiązywania się. Wtedy zauważyłam pewne niebezpieczeństwo notorycznego emocjonalnego, tj. energetycznego podsysania ze strony obojga życiowych frustratów. Na szczęście pojawiła się tam Gosia W., także gwiezdna, z którą się zaznajomiłam na dłużej swego czasu i zaprosiła mnie do siebie. Mieszkała gdzieś tam w Świętokrzyskiem, co od zawsze mi się śni niezgodnie z rzeczywistym stanem rzeczy. Nazwy owej położonej w lesie małej miejscowości zabudowanej drewnianymi letniskowymi domami, nie znałam, czy nie pamiętałam już we śnie, (zaczyna się na T albo P), ale umówiłyśmy się, że odbierze mnie z dworca w jakiejś pobliskiej mieścinie, równie prowincjonalnej. Znalazłam się tam, wieczorową porą. Spotkałyśmy się,
Gosia przyjechała z jakąś swoją ekipą bliskich (przyjaciół i rodziny), ale przegapiłam jej odjazd, chyba którymś autobusem spod dworca. Siedziałam bowiem na ławce i spokojnie czekałam, aż załatwi jakieś sprawy, zamyśliłam się, a ona już nie nadeszła i nie zawołała mnie za sobą. Zdenerwowana zaczęłam się kręcić po poczekalni. Najpierw sprawdziłam zasoby w portfelu, były dokumenty i całkiem sporo kasy, kilka stówek miałam ze sobą, więc mogłam kupić bilet dokądkolwiek samodzielnie. Tylko dokąd? Zmieszana czekałam na jakiś ratunek. I nagle rozpoznałam w kobiecie, która właśnie weszła do poczekalni, rozglądając się, podobieństwo do Gosi. Pewnie to jej siostra! Nie namyślając się podeszłam do niej i zapytałam, czy jest od Gosi. Zgadzało się. Przysłali ją, bo zorientowali się już u celu, że jednak zostałam na dworcu.
Znów szłam za nią, ale uważałam już, aby się nie zagapić, wzięła mnie do samochodu. Jechałyśmy przez wielki most stalowy. Był korek, więc wysiadłam, żeby popodziwiać, pogapić się. Dużo ludzi tak zrobiło. Samochód i siostra Gosi gdzieś znikły. Obserwowałam jakiegoś młodzieńca, z zachwytem wpatrującego się w niebo. Spojrzałam i ja. Nadlatywał ogromny śmigłowiec amerykański. Zdziwiłam się. Wiedziałam, że to najwyższe osiągnięcie techniki USA nie było nigdzie zbytnio prezentowane i dotąd trzymane w oddalonych miejscach lub na orbicie.

statek

Tymczasem nadlatywał nisko i najwyraźniej chciał zaprezentować swoją potęgę. Była to przeogromna ażurowa konstrukcja stalowa, na bazie okrągłej mandali podzielonej na więcej niż 12 cząstek (18-22?), połączonej rusztowaniami ze statkiem-bazą powyżej. Nie było widać z dołu śmigła, ani słychać warkotu, ale wiedziałam, że to śmigłowiec. Wtem nasz podziw zaczął przemieniać się w strach. Pojazd nadlatywał zniżającym się szybko lotem i mógł uderzyć w most, jeśli nie podniesie się natychmiast w górę. Zobaczyłam przerażenie i zdumienie w oczach zachwyconego młodzieńca. I usłyszałam: 

- Ewa, wstawaj! – głos z jawy, który natychmiast wyrwał mnie ze snu.

- Uratowałaś mi życie! – powiedziałam schodząc z góry.

Szukając w zasobach internetu stosownej ilustracji znalazłam jedynie prymitywnie podobny ażur stacji kosmicznej z "Odysei kosmicznej" Kubricka.

14:27, transwizje
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 maja 2018
Boskie racice

Siedząc na skraju jakiejś przestrzeni jak pudła, patrzę w dół. Świadomość jakby rozdwojona w sobie, z dwóch przestrzeni razem, nie licząc obserwatora. Widzę swoje nogi. To nie są ludzkie nogi, a koźlęce. Racice rozcapierzone na dwoje z ostrymi zakończeniami przypominającymi wygięte czułki owadzie. Co to? Diabeł? Ha, raczej bóg Pan!

Ha. Rozumiem. Dostałam podpowiedź wróżebną od Księgi. Heksagram 34. Moc Wielkiego, którego bohaterem jest kozioł. 1 Linia zmienna, która brzmi: Moc w palcach stóp. Przemienia się na 32. Stałość. Wiem o co chodzi, czuję to. Podobna historia (i wróżba do niej) miała już miejsce w moim życiu dawno temu.

09:28, transwizje
Link Dodaj komentarz »
Archiwum